MARANA THA - katolicka wspólnota

czytelnia

"O MARYI DO SŁÓW AKATYSTU" - Fragment (str. 62-66)

TRZEJ MĘDRCY

Słońce skończyło codzienny bieg po wyznaczonym pół- okręgu. Czas odpoczynku. Trzej Mędrcy - trzy nieruchome figury - patrzą w gwiazdy. Cóż tam niezwykłego widzicie? W ogrodach króla zasiedli muzykanci najlepsi, jakich zna świat. Dźwięczą cymbały, bębny, płacze flet. Kwiaty nie mogą spać. W ogrodach króla tańczą kobiety - wybrane z wybranych. Mają na imię "żywy ogień", "brama do wielkiej tajemnicy". Melodia - posłaniec namiętności - krąży ponad koronami drzew. Ale Mędrcy nie słyszą. Tekst Koheleta u ich stóp:

Nie nasyci się oko patrzeniem Ani ucho napełni słuchaniem
(Koh 1,8b)

Trzej Mędrcy w letnią noc rozmyślają nad znaczeniem gwiazdy. Niemiły wam sen po upalnym dniu? Gdy słońce wyjdzie ze swojego namiotu, wszystkie gwiazdy zasłonią twarz. Nie dopuszczajcie marzeń zbyt blisko życia! Nowy dzień przyniesie nowe wydarzenia. Posłańcy z dalekich stron: ze wschodu i zachodu, z północy i południa wiozą do króla szczegółowe informacje. Przybiegną i do was. Ale Mędrcy w odpowiedzi czytają:

Widziałem wszelkie sprawy, jakie się dzieją pod słońcem.
A oto: wszystko to marność i pogoń za wiatrem.
(Koh 1,14)

Trzej Mędrcy w jesienną noc szukają w księgach prawdy. Patrzcie, ile zboża w stodołach! Zagrody pełne owiec i wołów. Do czego potrzebna wam prawda? Król uważa, że prawda to rzecz względna - jest na miarę oczekiwań. Wasz upór godny jest lepszej sprawy. W sadach spadają owoce, gwiazdy spadają i gasną. Trzej Mędrcy znaleźli w Księdze słowa:

Widzę go, lecz jeszcze nie teraz,
dostrzegam go, ale nie z bliska:
wschodzi Gwiazda z Jakuba,
a z Izraela podnosi się berło.
(Lb 24,17)

Zimowa noc. Trzej Mędrcy już wyruszyli w podróż. Biada temu, kto nie chce zrozumieć, bo musiałby wyruszyć w drogę. Czy mogę przyłączyć się do was? Mijają dni i miesiące. Ludzie przy drogach sprzedają wodę po wysokiej cenie.

Za murem ogrodu - siódma pustynia. A za pustynią - siódmy kraj: nieznany język. Przyjdź nocy, niech się ukaże Gwiazda! Jadę na samym końcu karawany, przewodnik niekiedy ginie mi za horyzontem. Jego wielbłąd obładowany jest złotem. A za nim drugi dźwiga kadzidło. Ja już od dawna, gdy wschodzi słońce, zarzucam na wielbłąda pusty worek. Co zrobię, gdy stanę pod Gwiazdą? Czy wystarczy, że będę opowiadać o ludziach poznanych w drodze? Może jednak spodobam się Dziecku.

- Trzej Mędrcy, powiedzcie jak wyglądało wasze spotkanie z Dziecięciem?
- Padliśmy na twarz i oddaliśmy nasze dary: złoto, kadzidło i mirrę (por. Łk 2, l Q-II).
- Czy Maryja i Józef byli zaskoczeni waszym przybyciem i hołdem?
- W pierwszej chwili byli zaskoczeni, ale kiedy opowiedzieliśmy im o gwieździe, uradowali się i pokazali nam Dziecię. Zachowywali się naturalnie, bez poczucia niższości. Byli najbardziej sympatycznymi ludźmi, jakich kiedykolwiek poznaliśmy. Prawdę mówiąc, to my czuliśmy się przy nich jak uczniowie. Bo czymże jest mądrość?

Początkiem mądrości jest bojaźń Pana
i dla tych, którzy są [Mu) wierni, wraz z nimi została stworzona w łonie matki [..)
Pełnia mądrości to bać się Pana,
który upoi ich owocami swoimi...
Korona mądrości - bojaźń Pańska,
dająca pokój i czerstwe zdrowie.
(Syr 1,14-18)

Pobożność Maryi i Józefa objawiała się w każdym Ich słowie, w sposobie zachowania się, można powiedzieć, że była wypisana na Ich czołach. Tam, w Betlejem uświadomiliśmy sobie, że całe nasze życie było oczekiwaniem właśnie na Nich. Każdy człowiek na coś czeka. My czekaliśmy na Nich.
*
Stacja i peron daleko w świecie. Nagle rzucił mi się w oczy wieniec kolorowych lampek nad drzwiami baru. Grudzień! Brak choćby odrobiny zimna może zmylić. Bar stał w szeregu domków parterowych, tak niskich, że nie zasłaniały wzgórz na tle wieczornego nieba, które było zakończone u dołu pomarańczowym światłem. To była droga do wielkiego miasta Rzymu, więc samochody jadące w obie strony mijały bar. Ale nie zakłócały spokoju. Takiej ciszy życzę każdemu. Jednak światło - to pomarańczowe - odchodziło coraz bardziej stanowczo na zachód. Z otwartych drzwi ktoś wybiegł. Myślę, że to jest ważne. Ten drugi pozostał oparty o framugę. Palił papierosa. Mała, czarna sylwetka. Chciałem odgadnąć, czy wie, na co czeka. A może na nic nie czekał? Pod wieńcem kolorowych lampek był tylko fragmentem tego wieczoru i z nadejściem pociągu miał zniknąć?
*
- Rano goście ze Wschodu opowiedzieli nam, że mieli proroczy sen: stanął przed nimi anioł i zabronił wstępować po drodze do króla Heroda. Postanowili wrócić do swego kraju inną drogą. Później ja miałem sen, abym natychmiast zabrał Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu. Uczyniłem tak, ale nie wiedziałem, jak to wytłumaczyć Maryi.
- Może lepiej ode mnie rozumiesz to, co zostało postanowione? Dlaczego znowu dano nam los przegrany? Był Anioł Wysoki z rozkazem, aby wyjść. Komu nasza ucieczka przyniesie radość? Na co może się przydać zwycięstwo sługi ciemności? Przecież wszyscy nas chcieli. Będzie tutaj brakować uśmiechu Dziecka.
Maryja odrzekła: - Jeżeli taka jest wola Najwyższego, musimy stąd odejść. Józefie, losy przegrane rozdaje ten świat, Bóg ma do dania tylko losy szczęśliwe.
Czyż moglibyśmy doświadczyć mocy Boga bez doświadczenia własnej słabości? Pokora doskonali się w upokorzeniu.

Powrót do książek...>>  
Katolicka Wspólnota Modlitewna-Ewangelizacyjna - MARANA THA