MARANA THA - katolicka wspólnota

czytelnia

"O MARYI DO SŁÓW AKATYSTU" - Fragment (str. 130-142)

Wesele w kanie Galilejskiej

Wesele przyciąga każdego, więc zeszło się wielu starych i młodych. Niosą prezenty. Życzliwe uśmiechy. Wszyscy jesteście rodziną? Nie wszyscy. Kto jest ta kobieta siedząca obok starosty weselnego? To krewna pannny młodej - Maryja z Nazaretu, córka Joachimai Anny. - A ten mężczyzna obok niej? - To jej Syn, Jezus. Przyszedł prosto znad Jordanu od Jana Chrzciciela. Towarzyszy Mu kilku rybaków z Betsaidy. Cały czas nie spuszczająz Niego wzroku. - Czy coś się wydarzyło nad Jordanem? - Podobno, gdy Jezus po chrzcie, którego Mu udzielił Jan Chrzciciel, wyszedł z wody, na niebie ukazał się jakiś znak. Jan wskazał na Jezusa jako na Proroka i powiedział, że On będzie chrzcił duchem i ogniem. Ci rybacy słyszeli świadectwo Jana. Oby wreszcie spełniły się słowa Mojżesza: Pan, Bóg twój, wzbudzi ci proroka spośród braci twoich, podobnego do mnie. Jego będziesz słuchał (Pwt 18,15).

*

Siedzę w kącie, ale Jezusa widzę dobrze. Jest zajęty rozmową z panem młodym. Zwrócił twarz ku niemu i wydaje się, jakby czekał na odpowiedź. Nie wiem, co jest przedmiotem rozmowy. Nagle przychodzi mi do głowy myśl:a o czym Jezus chciałby ze mną porozmawiać? Siedzący obok mnie dwaj mężczyźni po długim obserwowaniu Jezusa przerwali milczenie. Ten w białym zawoju na głowie mówi:

- Może byśmy się do Niego dołączyli? Podobno szuka uczniów.
Drugi, nieco starszy, odpowiada:
- Jestem za stary na ucznia.
- Mówię poważnie. Już czas, żeby Najwyższy zesłał Proroka. Może to On?
- Jeśli jest Prorokiem, niech czegoś dokona, na przykład niech przepowie, jakie będą w tym roku zbiory.
- Wszyscy mówią, że coś musi się stać. Słyszałeś o Janie Chrzcicielu?
- Słyszałem. Ale to, co głosi Jan, ja też mogę głosić: ”Zbliża się sąd, ogień...”. Ciągle zbliża się sąd, a poganie i bezbożni jak rządzili tak rządzą.
- Jan widział jakieś znaki nad Jezusem. Tych sześciu, którzy z Nim przyszli, zapewnia, że Jan dał świadectwo: widział otwarte niebo, słyszał głos...
- Człowieku, Zabulon ten od Manassesa, mego stryja, słyszał głosy kilka lat temu, a teraz w ogóle mówi od rzeczy.
- Ludzie Janowi wierzą.
- Przyznaj się, że chciałbyś zrobić karierę przy Mesjaszu.
- Nie wyrażaj się tak brutalnie. Niemniej to prawda, że Mesjasz kiedyś obejmie władzę.

Obaj mężczyźnie zamilkli i znowu zaczęli przyglądać się Jezusowi. Przybycie Jezusa ze swoimi uczniami na wesele stało się przyczyną wielkiego rozbudzenia uczuć religijnych we wszystkich uczestnikach. Razem z Jezusem dotarły bowiem najświeższe wiadomości od Jana Chrzciciela, a te były pełne nadziei na bliskie już wydarzenia mesjańskie. Można było nie wierzyć lub nie, ale nie można było zamykać na nie uszu. One miały w sobie cośz niepokojącego szumu wiatru, po którym należy spodziewać się burzy. Uczestnikom wesela wydawało się, że radosna pieśń obejmie wkrótce cały naród. Z jakim zapałem śpiewali pieśni na cześć Przedwiecznego starzy i młodzi! A także te wszystkie pieśni, które śpiewa się na weselach. Muzycy nie oszczędzali sił, grali jak w transie. Aż dziw, że lutnistom palce nie odpadały. Późnym wieczorem, przy świetle księżyca, wśród oliwnych drzew śpiewano ”Słuchaj Izraelu...” Głos rozchodził się aż do najdalszych zabudowań Kany a nawet dalej, do wzgórz. Jezus wzruszał się, a Jego Matka miała oczy pełne łez. Zawsze w czasie modlitwy Jej twarz się zmieniała, rozświetlała, jakby widziała otwierające się niebo.

- Maryjo, czy Jezus mówił tym młodym coś na temat małżeństwa?
- Nie byłam przy tym, ale wiem, co chciał im powiedzieć, to samo, co powiedział uczonym w Piśmie i faryzeuszom, gdy pytali Go o dopuszczalność rozwodu: Co Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela(Mt 19,6).
- Dzisiaj wielu młodych ludzi nie zawiera małżeństwa. Twierdzą, że nie są im potrzebne żadne śluby ani umowy, wystarczy im miłość.
- Ci ludzie raczej nie wierzą, że wystarczy im miłości.
- Apostołowie też nie mogli zrozumieć...
- Jeszcze wtedy nie byli napełnieni Duchem Świętym. Dla tego, kto otrzymał Ducha Świętego, to co niemożliwe, staje się możliwe. Wiesz, co o prawdziwej miłości pisze św. Paweł:

„Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego... " (1 Kor 13,4-5).

- Czego więc należy życzyć młodym, którzy zawierają małżeństwo?
- Aby nie wątpili w miłość, niech jednak szukają jej przede wszystkim tam, gdzie jest jej źródło - w Bogu.

Maryjo, czy ludzie mogli się swobodnie bawić w obecności Jezusa?
- Ależ tak. Nie mogli się bawić tylko ci, którzy byli zniewoleni przez zło, których raziło szczęście na twarzy bliźniego.
Żaden z ewangelistów nie pisze, że Jezus się śmiał lub przynajmniej uśmiechał.
- Ewangeliści byli oni pod wpływem starotestamentalnej koncepcji mądrości. Posłuchaj, co Kohelet pisze o życiu:

Lepsze jest dobre imię niż wonne olejki,
a dzień śmierci niż dzień urodzenia.
Lepiej jest iść do domu żałoby,
niż iść do domu wesela,
bo w tamtym jest koniec każdego człowieka,
i człowiek żyjący bierze to sobie do serca.
Lepszy jest smutek niż śmiech,
bo przy smutnym obliczu serce jest dobre.
Serce mędrców jest w domu żałoby,
a serce głupców w domu wesela (Koh 7, 1-4).

Widocznie im się wydawało, że Jezusa nie można przedstawiać inaczej, przecież uważali Go za mędrca. A jednak Jezus nie tylko był na weselu, ale na nim też uczynił pierwszy cud. Jezus otworzył przed człowiekiem nowy sposób patrzenia na życie i na śmierć: życie według Niego nie jest marnością, lecz czasem wzrastania, doskonalenia się w sytuacjach pokoju i walki, poprzez pracę, klęski a nawet cierpienie. W kazaniu na górze Jezus zachęca słuchających: Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest wasz Ojciec niebieski (Mt 5,48). Śmierć według Jezusa nie jest zejściem do szeolu, krainy ciemności, jest przejściem do domu Ojca. Kto wierzy w Niego, nie umiera. W kazaniu o chlebie życia Jezus powiedział: Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki (J 6,51). Wiele starotestamentalnych koncepcji należało w świetle Dobrej Nowiny zrewidować. Dlatego też Jezus powiedział do faryzeuszów: Nikt nie przyszywa laty z surowego sukna do starego ubrania, gdyż lata obrywa ubranie, i gorsze robi się przedarcie. Nie wlewa się też młodego wina do starych bukłaków (Mt 9,16-17).

Jezus lubił, gdy się ludzie cieszyli. Zawsze był pełen wewnętrznej radości. Na ostatniej wieczerzy, przypominając apostołom o konieczności wypełniania Jego przykazań, To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna (J 15,11). Ta radość Jezusa udzielała się innym. W Nazarecie każdy chętnie widział Go w swoim towarzystwie. Nie mogę zrozumieć, dlaczego wśród chrześcijan jest tak wielu ludzi smutnych. Idą za Jezusem i nie doświadczają radości, którą On promieniuje? Radość jest jednym z najbardziej czytelnych znaków pobożności. Św. Paweł pisze: Niech więc posiadane przez was dobro nie stanie się sposobnością do bluźnierstwa! Bo królestwo Boże to nie sprawa tego, co się je i pije, ale to sprawiedliwość, pokój i radość w Duchu Świętym (Rz 14,16-17).

- Trudno sobie wyobrazić Jana Chrzciciela na weselu.

- Tak. On miał całkiem inny charakter. Jan Chrzciciel głosił nadchodzący sąd i swoim surowym postem i wyrzeczeniem się wszelkich wygód pociągał uczniów do rewizji życia. Jezus swoją działalność mesjańską przyrównał do wesela: do spotkania Oblubieńca z oblubienicą. Pewnego razu faryzeuszom i uczonym w Piśmie, którzy zarzucali Mu, że Jego uczniowie nie poszczą, odpowiedział: Czy możecie gości weselnych nakłonić do postu, dopóki pan młody jest z nimi? Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, i wtedy, w owe dni, będą pościli (Łk 5,34-35).

- Przypomina mi się, że sam Jan Chrzciciel nazwał Jezusa oblubieńcem ludu.W czwartej Ewangelii czytamy: A powstał spór między uczniami Jana a [pewnym] Żydem w sprawie oczyszczenia. Przyszli więc do Jana i powiedzieli do niego: ”Nauczycielu, oto Ten, który był z tobą po drugiej stronie Jordanu i o którym ty wydałeś świadectwo, teraz udziela chrztu i wszyscy idą do Niego”. Na to Jan odrzekł: ”Człowiek nie może otrzymać niczego, co by mu nie było dane z nieba. Wy sami jesteście mi świadkami, że powiedziałem: Ja nie jestem Mesjaszem, ale zostałem przed Nim posłany. Ten, kto ma oblubienicę, jest oblubieńcem; a przyjaciel oblubieńca, który stoi i słucha go, doznaje największej radości na głos oblubieńca. Ta zaś moja radość doszła do szczytu. Potrzeba, by On wzrastał, a ja się umniejszał” (J 3,2530).

W Apokalipsie, ostatniej Księdze Pisma Świętego, oblubienicą Jezusa zostaje nazwany Kościół tryumfujący w niebie oraz Kościół na ziemi z tęsknotą oczekujący powrotu Jezusa:

I przyszedł jeden z siedmiu aniołów,
co trzymają siedem czasz pełnych siedmiu plag
ostatecznych,
i tak się do mnie odezwał:
Chodź,ukażę ci Oblubienicę,
Małżonkę Baranka ”.
I uniósł mnie w zachwyceniu na górę wielką
i wyniosłą,
i ukazał mi Miasto Święte –
Jeruzalem,
Zstępujące z nieba od Boga,
Mające chwalę Boga (Ap 21, 9-I I).

A Duch i Oblubienica mówią:
”Przyjdź!” (Ap 22,17).

Nie jest to chyba bez znaczenia, że Jezus z pierwszymi swoimi uczniami, którzy przyłączyli się do Niego nad Jordanem, udał się właśnie na wesele i że właśnie tam, jako owoc cudu przemiany wody w wino, dokonała się w nich wielka przemiana. Św. Jan Ewangelista pisze: Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie (J 2,11 ). W Kanie dzięki wierze uczniowie stali się nowym ludem wybranym, Oblubienicą Jezusa. Zapewne Jezus tak już na nich patrzył. Wiemy, że w tej małej grupie był Szymon syn Jony, ten, którego przewidział na opokę Kościoła. Wesele w Kanie miało więc podwójny wymiar: mężczyzna i kobieta zawierali małżeństwo, Jezus dzięki wierze, jaką wzbudził w swoich uczniach, ”poślubiał” Oblubienicę - nowy lud wybrany. Kiedy po około trzech latach Jezus będzie żegnał się ze swoimi uczniami przed Wniebowstąpieniem zapewni ich - swoją Oblubienicę - że tak naprawdę ich nie opuszcza:A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata (Mt 28,20).

Zawsze dziwię się, kiedy ktoś wyraża obawę, że Kościół założony przez Jezusa może zejść na manowce fałszywego nauczania, że może zostać przez Jezusa opuszczony. Kto zna Pismo, wie, że nie jest to możliwe. Jezus wybrał sobie Oblubienicę jedną na wieki.

*

Według zwyczaju żydowskiego wesele trwało od 7 do 14 dni. I oto pewnego dnia na weselu zaczyna brakować wina. Brak ten zauważa Maryja i zwraca się do Jezusa ze słowami: ”Wina nie mają”. Czy jest to tylko stwierdzenie faktu, czy prośba o cud? Niektórzy sądzą, że niemożliwe, aby Maryja mogła się spodziewać, że Jezus uczyni cud, dotąd bowiem, żadnych cudów nie czynił.

Odpowiedź Jezusa zapisana w Ewangelii Jana w 2,4 jest wyrażeniem idiomatycznym, które trudno przetłumaczyć. W Biblii Tysiąclecia (wyd. 3) brzmi ono: Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja? Dosłownie w języku greckim mamy: Co Mnie i Tobie, Niewiasto. Według protestantów Jezus w ten sposób dystansuje się od Maryi, wyłącza Ją ze swojej misji. Nie zgadzamy się z taką interpretacją, bowiem świadczy przeciw niej polecenie wydane przez Maryję sługom. Maryja zrozumiała odpowiedź Jezusa pozytywnie i w rzeczywistości Jezus przychyla się do Jej prośby.

Wydawać się mogło, że Jezus nie miał w planie uczynienia cudu w Kanie Galilejskiej. Jego następne słowa przetłumaczone dokładnie z greckiego brzmią: Jeszcze nie nadeszła moja godzina. Termin ”godzina moja” występuje w Ewangelii Jana kilkakrotnie; najpierw Jezus mówi, że ”godzina moja jeszcze nie nadeszła”, następnie - w opowiadaniu o męce - że już nadeszła. Wydaje się więc, że ”godzina Jezusa” to męka, śmierć i zmartwychwstanie. W tym wypadku jednak ”godzina” oznacza prawdopodobnie ucztowanie w królestwie niebieskim po zwycięstwie Jezusa nad grzechem i śmiercią. Na ostatniej wieczerzy Jezus mówi o tym, że będzie pił z owocu krzewu winnego w królestwie Bożym - i oczywiście wszyscy zbawieni z Nim: Potem wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie rzekł: ”Weźcie go i podzielcie między siebie; albowiem powiadam wam: odtąd nie będę już pił z owocu winnego krzewu, aż przyjdzie królestwo Boże” (Łk 22,17-18).

Jezus czyni cud na prośbę Maryi, aby podkreślić Jej rolę w nowej ekonomii zbawienia: jest Ona nie tylko Matką Zbawiciela, jest także Pośredniczką w rozdawaniu wysłużonych przez Niego łask. Tę rolę dobrze rozumiał Jan Ewangelista. Zwróćmy uwagę, że w jego Ewangelii Maryja - Niewiasta stoi na początku i na końcu działalności Jezusa. Na Jej prośbę Jezus dokonuje pierwszego cudu, a pod krzyżem oddaje Jej wszystkich wierzących.

Maryjo! Ile wina otrzymała dzięki Tobie ta młoda para! Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary (2,6). Każda miara (hebr. bath) liczyła ok. 40 l. A zatem każda stągiew mogła pomieścić 80-120 l. W sumie mamy 500-700 l wina.

Jest zasługą Maryi, że już w Kanie Galilejskiej Jezus objawił swoją chwałę (por. J 2,11), dzięki Niej już tam pierwsi uczniowie uwierzyli, i dzięki Niej wesele w Kanie otrzymuje drugi wymiar: zaślubin Jezusa ze swoją oblubienicą - nowym ludem Bożym.

*

- Bracie, tyś napełniał stągwie wodą?

- Tak. Wyjątkowo dużo ludzi przyszło na to wesele. Rybacy znad jeziora Galilejskiego, którzy towarzyszyli Jezusowi, opowiadali o świadectwie Jana Chrzciciela o Jezusie i sugerowali, że jest On oczekiwanym Mesjaszem. Niejaki Natanael z ich grupy wielokrotnie przysięgał w rozmowie z naszymi ludźmi, że Jezus ma dar jasnowidzenia. Przekonał się o tym przy pierwszym z Nim spotkaniu. A było to tak: Natanael usłyszał o Jezusie z Nazaretu od swojego przyjaciela, który bardzo nalegał, aby poszedł Go zobaczyć. Początkowo nie chciał, nawet powiedział mu: Czyż może być co dobrego z Nazaretu?; W końcu jednak się zgodził. Kiedy Natanael zbliżał się do Jezusa, Ten zwrócił się do stojącego obok: Patrz, to prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu. Zaskoczony tym Natanael zapytał Jezusa: Skąd mnie znasz?”. A Jezus odpowiedział: Widziałem cię, zanim cię zawołał Filip, gdy byłeś pod drzewem figowym (J 1,48). Natanael twierdzi, że rzeczywiście przed spotkaniem z Filipem siedział pod drzewem figowym i modlił się, aby Najwyższy zesłał Mesjasza.

Wieść, że na weselu jest niezwykły Człowiek, może Prorok, szybko rozeszła się po całej wiosce. Przychodzili ludzie nawet z dalszych okolic. Tymczasem gospodarz wesela zaczął się dyskretnie naradzać z rodziną, co robić, bo wyczerpywały się zapasy wina. To był poważny problem. Brak wina mógł zepsuć tak wspaniały nastrój, jaki dotąd panował. Zmartwienie gospodarzy zauważyła Maryja, Matka Jezusa. Zapytała o co chodzi i zaraz porozmawiała z Jezusem na ten temat. Po chwili poleciła nam - służącym w tym domu - abyśmy poszli do Jezusa i zrobili wszystko, co nam rozkaże. Poszliśmy, a Jezus rozkazał nam napełnić wodą ze studni największe stągwie, jakie były w domu. Napełniliśmy ich sześć. Kiedy powiedziałem Mu, że stągwie są pełne, kazał mi zaczerpnąć tej wody i zanieść staroście weselnemu. Spojrzałem Mu w oczy badawczo. Nie byłem pewny, czy dobrze zrozumiałem. Ale On kiwnął głową, że tak mam zrobić. Jakież było potem moje zdziwienie, gdy starosta weselny zaczął chwalić tę wodę jako bardzo dobre wino. Pobiegłem do stągwi. We wszystkich było wino.

- Czy Maryja długo rozmawiała z Jezusem?

- Nie wiem.

Zastanawiam się, dlaczego Jezus nie dokonał tego cudu z własnej inicjatywy. Czy obdarzał gospodarzy wesela mniejszą życzliwością niż Maryja? Raczej nie.

- Janie Ewangelisto, chciałbym wiedzieć, dlaczego napisałeś, że uczniowie uwierzyli po cudzie przemiany wody w wino, przecież już nad Jordanem mówiliście wszystkim ”znaleźliśmy Mesjasza”.

- Tak, już wówczas uwierzyliśmy, że Jezus jest posłany przez Boga, ale to jeszcze nie była ta wiara, co w Kanie Galilejskiej. Nad Jordanem uwierzyliśmy Janowi, chociaż trzeba dodać, że niezależnie od świadectwa Jana Jezus nas zafascynował. W Kanie Galilejskiej sami ujrzeliśmy znak. Piliśmy wino tak dobre, jak nigdy w życiu. Wiara może być płytka jak woda przy brzegu, w której nie można łowić ryb, i może być głęboka. Wiara może być słaba, wystarczy byle trudność i ginie, i może być silna. Przypominam sobie, jak pewnego razu my, uczniowie, prosiliśmy Pana: Panie, przymnóż nam wiary! Było to po długim czasie od wydarzenia w Kanie Galilejskiej.

- A zatem, żeby uwierzyć, trzeba ujrzeć znak?

- Niekoniecznie. Jezus po swoim zmartwychwstaniu powiedział do Tomasza:
Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli (J 20,29).
Na pewno jednak trzeba coś otrzymać z góry. Wiara to jakby nowe oczy, nowe uszy, nowe serce, tego sam człowiek nie wykształci.

- Co mam robić, żeby uwierzyć?
- Szukaj wesela, na którym jest Jezus.

Powrót do książek...>>  
Katolicka Wspólnota Modlitewna-Ewangelizacyjna - MARANA THA