MARANA THA - katolicka wspólnota

czytelnia

Człowiek współczesny bardziej wierzy świadkom, aniżeli nauczycielom[69], bardziej doświadczeniu, aniżeli doktrynie, bardziej życiu i faktom, aniżeli teoriom. Świadectwo życia chrześcijańskiego jest pierwszą i niezastąpioną formą misji. Chrystus, którego misję przedłużamy w czasie, jest „Świadkiem” w pełnym tego słowa znaczeniu (por. Ap 1, 5; 3, 14) i wzorem chrześcijańskiego świadectwa. Duch Święty towarzyszy drodze Kościoła i włącza go w świadectwo, które On sam daje Chrystusowi (por. J 15, 26-27).

Narodziłam się na nowo

Długo nosiłam się z zamiarem opisania swoich przeżyć doznanych na kursie Marana Tha. Przez trzy lata miałam ogromne opory, ażeby przyjść na " wtorkową"; Mszę św., ażeby spotkać się w grupach modlitewnych. Było to mi wtedy bardzo potrzebne. I pomimo kontaktów ze znajomymi, którzy do tego mnie namawiali, nie umiałam, a może nie chciałam tego zrobić. Przeszkodą w tym wszystkim było moje grzeszne życie. Szukałam wsparcia u Boga, ale mi się to nie udawało.. Modliłam się, ale było to tylko zapełnienie czasu (tak teraz uważam). A tymczasem stan mojego zdrowia psychicznego i fizycznego ulegał stopniowemu pogorszeniu. Po ogromnych osobistych przeżyciach wystąpiła u mnie depresja, a jej objawy były tak dokuczliwe, że musiałam poddać się leczeniu szpitalnemu na trzy miesiące w Akademii Medycznej. Przeżyłam tam następny koszmar w życiu. Nikt nie był w stanie mi pomóc. Do byle jakiego zdrowia psychicznego dołączyły się objawy psychosomatyczne. Na ciele pojawiały się guzy, które za każdym razem musiano operacyjnie usuwać, bo mogły się uzłośliwić. W ten sposób przeżyłam dwa lata. Nic nie dał mi pobyt w klinice psychiatrycznej, nie mogłam znaleźć dla siebie ratunku. Przestałam pracować pomimo bardzo dobrych wyników w pracy przed chorobą. Jakby tego było za mało, doznałam uszkodzenia kręgosłupa. I znowu przez półtora roku nie wychodziłam ze szpitali. Zdrowie nie poprawiało się. Aplikowani mi coraz silniejsze leki uśmierzające ból oraz proszki nasenne. Bardzo się uzależniłam od nich. Aż w końcu zdesperowana zdecydowałam się wziąć udział w kursie Filip i w kursie Marana Tha. Na początku bałam się, byłam osaczona swoim grzechem. Wydawało mi się, że wszyscy na mnie patrzą, a ksiądz tylko mnie obserwuje, jakby wszystko o mnie wiedział. Wydawało mi się, że wszystko, o czym była mowa na kursie, jest specjalnie dla mnie. Aż nadszedł taki moment, w którym zrozumiałam, że muszę się poddać i powierzyć Bogu całe moje życie. Pomogły mi w tym katechezy i świadectwa animatorów. Zrozumiałam, że jestem tylko jednym z grzesznych ludzi a nie jedynym. Zrozumiałam, że zostałam stworzona na obraz i podobieństwo Boże, że Bóg nie miał nigdy wobec mnie złych zamiarów. Zrozumiałam, że grzechy moje są odpuszczone. Na kursie dostrzegłam Jezusa. Uwierzyłam, że tylko On powinien być moim Panem, że nikogo nie mogę stawiać przed Nim. On dał mi siłę powstania z krzesła (dotychczas prawie nie chodziłam i na salę weszłam z pomocą obcych), On dał mi siłę klaskania w dłonie, On dał mi moc uśmiechania się, On wyczyścił mój umysł. Czyż nie słodki jest Pan? (tak pomyślałam). Czy to nie dzięki Niemu poczułam ogromną ulgę na duszy i na ciele? Kto inny jak nie Jezus obdarował mnie bezinteresownie swoimi łaskami, wlał we mnie szczęście i radość, postawił mnie na własnych nogach? On mnie wyzwolił od natręctw, od złych myśli (w tym samobójczych), od złego samopoczucia. On mnie wyzwolił od ciężaru, który ze sobą nosiłam. Na kursie poczułam, jak Jezus zabiera ode mnie to wszystko, co mnie przyprawiało o depresję. Tyle razy próbowałam powierzyć Jezusowi to, co mnie męczy. Udawało mi się to tylko na parę minut, potem znowu wracało. Teraz umiem to zrobić. Czuję do dzisiaj wyciągniętą rękę Jezusa po mój ciężar. Chwała Panu, że potrafiłam Mu to oddać! Zostałam oczyszczona, wyzwolona i uzdrowiona. Największą ulgę poczułam na kursie w niedzielę na zakończenie. Doświadczyłam wtedy tak wielkiej mocy Ducha Świętego, że nie potrafię tego opisać. Czułam, jak Duch Święty wlewa się we mnie, jak napełnia moje ciało, usuwając ze mnie wszystko, co złe. Czułam, że narodziłam się na nowo. Z kursu wracałam rozpromieniona, radosna. Nikt nie był w stanie zamącić mojego spokoju. Wydawało mi się, że cały otaczający mnie świat jest inny. Opowiadam znajomym o Boskiej bezgranicznej miłości i dobroci, opowiadam, co dostałam za darmo od Boga w czasie kursu. Wiele osób, z którymi rozmawiałam, wzięły już udział w kursie Marana Tha i kończyły go z doświadczeniami takimi samymi jak moje. I teraz oni mówią znajomym o tym kursie. Na kursie zostałam cudownie uzdrowiona. Od pół roku nie wzięłam ani jednej tabletki nasennej, odstawiłam też lekarstwa antydepresyjne. Za parę dni będę miała kolejną operację kręgosłupa. Ale uważam, że to będzie tylko zabieg kosmetyczny, że właściwie operacja ta nie jest mi potrzebna.

Jadwiga

Powrót do świadectw...>>
Katolicka Wspólnota Modlitewna-Ewangelizacyjna - MARANA THA została odwiedzona 331002 razy od 25-06-2016 roku.