MARANA THA - katolicka wspólnota

czytelnia

Człowiek współczesny bardziej wierzy świadkom, aniżeli nauczycielom[69], bardziej doświadczeniu, aniżeli doktrynie, bardziej życiu i faktom, aniżeli teoriom. Świadectwo życia chrześcijańskiego jest pierwszą i niezastąpioną formą misji. Chrystus, którego misję przedłużamy w czasie, jest „Świadkiem” w pełnym tego słowa znaczeniu (por. Ap 1, 5; 3, 14) i wzorem chrześcijańskiego świadectwa. Duch Święty towarzyszy drodze Kościoła i włącza go w świadectwo, które On sam daje Chrystusowi (por. J 15, 26-27).

ŚWIADECTWO   ALICJI

„Kiedy zaczęłam uczestniczyć w rekolekcjach Marana Tha, z zachwytem obserwowałam tzw. <<spoczynki w Duchu Świętym>> osób mi bliskich i znajomych. Niejednokrotnie czułam trudne do opisania uniesienie w czasie modlitwy na rekolekcjach, lub Mszach o uzdrowienie. Jednocześnie zastanawiałam się, czy w jakiś sposób nie bronię dostępu do siebie Panu Bogu, by mógł mnie dotknąć bardziej, z jeszcze większą mocą - tak jak doświadczali tego ludzie, którzy spoczywali w Duchu Świętym. Widziałam ich ogromny pokój oraz szczęście wypisane na twarzy, owoce modlitw i Bożych darów w życiu codziennym. Tajemnica tych przeżyć skrywała się jednak za zasłoną, której nie mogłam sama odsłonić. Dlatego modliłam się nadal tak, jak potrafiłam i czułam, że reszta zależy od Pana Boga. Choć nie ukrywam, że czasami zastanawiałam się, czy spoczynku w Duchu Świętym nie doświadczają ludzie bardzo wrażliwi, rozmodleni, a może nawet o wyjątkowej konstrukcji psychicznej.

Po siedmiu latach bycia we Wspólnocie trafiłam na jedne z wielu pięknych rekolekcji, których zwieńczeniem były modlitwy " O wylanie Ducha Świętego ". Pamiętam, że tamtego dnia czułam się wyjątkowo niegodnie, żeby prosić Pana Boga o przytulenie mnie do Jego serca, więc tym bardziej nie spodziewałam się żadnych <> i niespodzianek, ale po przełamaniu oporów powiedziałam Mu szczerze w modlitwie, że pewnych swoich grzesznych skłonności nie pokonam sama. Ofiarowałam Panu Jezusowi wszystko.

Kiedy podeszłam do modlitwy wstawienniczej, wymieniłam trzy prośby: aby Pan Bóg zachował mi wiarę do końca życia, abym nauczyła się przebaczać (a w tamtej chwili akurat nosiłam w sercu żal do pewnej osoby i nie potrafiłam go się pozbyć), poprosiłam też o dar szczęśliwego małżeństwa. Miałam zamknięte oczy jak zwykle i modliłam się razem z animatorami. Bardzo miłym przeżyciem, niejako otwierającym mnie na Pana Boga, były modlitwy w językach, które słyszałam z ust modlących się za mnie osób. Byłam wdzięczna, że mogę je słyszeć tak blisko, że są w dodatku w mojej intencji. W pewnym momencie poczułam uniesienie nie do opisania, potęgującą się radość w sercu, które zdawało się bić dużo szybciej i mocniej, niż zwykle. Ogarnęła mnie niezwykła jasność, która sprawiła, że głowa zaczęła mi się podnosić (wcześniej miałam ją opuszczoną) - zupełnie jakby Jezus chciał powiedzieć, żebym na Niego popatrzyła i jakby sam chwycił mój podbródek, przywracając mi godność Bożego dziecka. Czułam się niezwykle kochana - jak przez nikogo dotychczas w życiu, chociaż nigdy nie brakowało mi okazywania uczuć od bliskich mi osób z rodziny.
TA MIŁOŚĆ przekraczała jednak wszelkie granice - była bezinteresowna, czuła, wzruszająca, nie do zrozumienia przez grzeszne ludzkie serce.

Byłam świadoma miejsca, sytuacji w jakiej się znajdowałam, ale sala, animatorzy, pieśni znajdowały się jakby w tle. Najważniejszy był Pan Bóg i ja. Wiedziałam, że w pewnym momencie znalazłam się na podłodze, chociaż zupełnie nie czułam spadania na ziemię, ani samego upadku. Chciałam złożyć odruchowo ręce, bo wiedziałam, że znajduję się wyjątkowo blisko Pana Boga, ale nie mogłam nimi poruszyć, więc zostawiłam je skrzyżowane na piersi. To było naprawdę dziwne - miałam świadomość istnienia swojego ciała, a jednocześnie uczucie wolności, jakbym się od niego uwolniła. Ciało zdaje się być ciasnym niewygodnym ubrankiem w porównaniu do tamtego bezbolesnego uczucia egzystowania. Czułam się wolna, szczęśliwa i blisko Pana Boga! Nagle wydało mi się, że mam tylko serce (właściwie jakbym cała stała się sercem). Miałam wrażenie, że Bóg trzyma to moje serce i przyciąga je do siebie - całą moją osobę - gdzieś w górę do światła i przyjemnego ciepła. Spontanicznie zaczęłam dziękować Bogu, że czuję się tak blisko Niego, zalała mnie ogromna fala miłości, radości i pokoju. Zaczęłam szeptać „Dziękuję! Dziękuję!” (ale później dowiedziałam się, że słowa te wykrzykiwałam). Intuicyjnie przyciągnęłam do siebie rękę modlącej się animatorki, aby i ona mogła poczuć tą bliskość Pana Boga. W pewnym momencie poczułam, że ktoś położył mi rękę na czole i modlił się nade mną. Kiedy przyszła mi do głowy myśl, że już mogę wstać ( choć najchętniej zostałabym w tamtym stanie), otworzyłam oczy. Zobaczyłam nad sobą księdza – to on położył mi rękę na czole i modlił się nade. Ponieważ przepełniała mnie bezbrzeżna radość (największa, jaką w życiu przeżyłam - mogę to stwierdzić z całym przekonaniem) - kiedy tylko wstałam z pomocą księdza (będąc jeszcze <<jedną nogą w innym świecie>>), rzuciłam mu się na szyję i wyściskałam, chcąc jakby przekazać coś, co sama przed chwilą otrzymałam: OGROMNĄ MIŁOŚĆ.

Moje oczy, a raczej sposób patrzenia, odmienił się - na kogo nie spojrzałam, czułam, że go kocham (niezależnie od faktu, czy były to osoby znajome, czy całkowicie mi nieznane - uczestnicy rekolekcji). Czułam się kochana i pragnęłam kochać każdego człowieka, przekazywać tą otrzymaną Miłość dalej, żeby każdy ją poczuł i był szczęśliwy. Przepełniała mnie całkowita bezinteresowność - zależało mi na szczęściu każdego człowieka. Po tym wszystkim, co przeżyłam, chciałam, by każdy wiedział, że Pan Bóg kocha nas mocniej, niż jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, zależy Mu na nas i każdego tak chce przytulać i dawać mu wieczne, nieustanne szczęście.

Gdy na zakończenie rekolekcji kapłan zachęcił, by osoby, które przeżyły coś wyjątkowego w czasie modlitw, podzieliły się z innymi swoim doświadczeniem, podeszłam do mikrofonu. postanowiłam opowiedzieć o moim przeżyciu przed mikrofonem. Zupełnie nie miałam tremy, opowiedziałam wszystkim o  szczęściu, miłości, radości i pokoju, jakie mnie ogarnęły w czasie spoczynku w Duchu Świętym. Później, wspomnienie tego przeżycia bardzo pomagało mi w życiu wiarą”.

Chwała Panu!

Alicja

Powrót do świadectw...>>
Katolicka Wspólnota Modlitewna-Ewangelizacyjna - MARANA THA została odwiedzona 262437 razy od 25-06-2016 roku.